Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że dzieci potrafią się bawić. Przecież to ich - niejako - zawód. Bawić się i uczyć tym samym. Czerpać z życia to, co najlepsze. Bo później rodzice powiedzą im, że bekanie jest beee..., że ciągłe uśmiechanie się, śmianie jest niekulturalne, że.... Dużo tego. Za dużo.
A gdybyś patrzył na świat oczami dziecka? Bez żadnych kulturowo-społecznych zahamowań. Bez jakiejkolwiek myśli na temat tego, co ktoś sobie o mnie pomyśli. Szybko na pewno zauważyłbyś, że świat jest piękniejszy.
Dziecko rodzi się jako swego rodzaju tabula rasa. Biała, niezapisana tablica. Samo uczy się co jest dobre, a co złe. Przynajmniej na początku. Często to nauka metodą prób i błędów. Ale własnych błędów. A to empiryczna nauka, a nie tylko...teoretyczna. Później narzucane są dziecku przeróżne schematy społeczne, od ubioru, przez zachowanie, wreszcie po sposób wymowy. W końcu dziecko samo nie wie kim jest. Albo wydaje mu się, że wie.
Można przejść obok tego obojętnie lub nie.
Jeśli zatrzymasz się na chwilkę i zastanowisz nad tym, to na pewno szybko spostrzeżesz, że jest w tym choć trochę racji. A może nawet dość sporo.